wtorek, 19 lutego 2013

Wizytowo u Gina...


30 tydzień ciąży rozpoczęty - strasznie się cieszę, że w końcu z przodu jest 3 ;)

Wczoraj mieliśmy wizytę u lekarza, przed każdym spotkaniem się denerwowałam i martwiłam czy wszystko w porządku a przed tym byłam jakaś spokojna.
Na początku Gin zmierzył mi ciśnienie a tam 140/80, w domu, kiedy sobie mierzyłam nigdy takiego wysokiego nie miałam... lekarz zalecił dalsze mierzenie w domu i przy powtarzającym się ciśnieniu powyżej 140/90 zgłosić się do niego. Dzisiaj mierzyłam już ze 3 razy i wskazuje 120/60, mam nadzieje, że to był tylko taki jednorazowy skok.

Później przeszliśmy do badania maluszka. I tu na szczęście dobre wieści, maluszek waży 1600g. od ostatniego spotkania przybrał 600g. Ma się dobrze, leży główką do dołu, nie chciał jednak pokazać swojej buźki.

Następnie Gin sprawdził moją szyjkę macicy i okazało się, że jest lekko otwarta na ok 3cm (mieści się to w jakiś tam normach), ale najlepiej, żeby była zamknięta. Po dłuższym badaniu szyjka się jednak bardziej zamknęła. Mimo to lekarz zalecił mi przyjmowanie magnezu 3 razy dziennie po 1 tabletce i dużo leżeć... dbać też o to żeby brzuszek był miękki. 
Oczywiście wyszłam z gabinetu spanikowana i wystraszona, całą noc tylko myślałam i wariowałam... Dzisiaj spędzam cały dzień na leżeniu plackiem. Czytałam jednak w necie, że wiele dziewczyn miało taki problem i magnez + leżenie pomogło i rodziły dzieci normalnie w terminie... nam do donoszenia ciąży zostało tylko 7 tygodni albo aż 7. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i staram się pozytywnie myśleć... 

Na jutro od dawna mam zaplanowany wyjazd do większego miasta w poszukiwaniu łóżeczka i wózka... oczywiście byłam skłonna wszystko odwołać, ale po dłuższym zastanowieniu postanowiłam pojechać, ograniczyłam jednak ilość sklepów, mam zamiar bardzo uważać i się nie przemęczyć... chcę jednak mieć już ten wyjazd za sobą, wiedzieć, na czym stoję, czy uda nam się coś kupić czy pozostaje internet... a po tej wizycie biorę się za ostre odpoczywanie i leżenie - kolejna wizyta za 3 tygodnie i mam nadzieję, że będzie poprawa.

8 komentarzy:

  1. Najważniejsze, że z dzidziusiem wszystko dobrze! :)
    I już 3 z przodu.. :) Zobaczysz, że chwila moment i zaraz będziecie jechać na porodówkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda z 3 cieszę się bardzo, ale myślałam że w bardziej optymistyczny sposób będę ją świętować...jak to my kobiety zamartwianie na pierwszym miejscu... ale dam radę ;)

      Usuń
  2. Niemalże przed każdą wizytą u gina mam podwyższone ciśnienie. A w domu zawsze jest w normie. Taka ciekawostka. Nie przepadam za badaniami stąd moje poddenerwowanie.

    Wypoczywaj i odpoczywaj, i podgryzaj gorzką czekoladę :) Będzie wszystko w porządku :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mierzę ciśnienie w domu i mam tak 130/70 także w porządku, nie wiem czemu mi tak podskoczyło, chociaż coraz częściej zdarzają mi się bóle głowy...ooo a z tą czekoladą to dobry pomysł... dziękuje za dodanie otuchy, staram się myśleć pozytywnie

      Usuń
  3. Nie martw się, ja w 32 poszłąm do badania okazało się że szyjka lekko się skróciła - brałam ogolnie 3 magnezy, ale po wizycie zalecił mi 3x2, dużo leżenia na lewym boku, przy kolejnej wizycie szyjka wygląda tak samo więc sądzę że jakoś to będzie. Mam sporo koleżanek ktore mialy taką wlasnie sytuację i niektore z nich rodzily po terminie.
    Glowa do gory!

    pzdr
    emiliuszka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pobuszowałam oczywiście po internecie i niektórym dziewczyną magnez pomógł a niektóre bez problemu donosiły ciążę... leżę dzisiaj cały dzień i się aż z tego wszystkiego zastanawiam jaka pozycja jest właściwa, jak mam leżeć by było dobrze...w takim razie najwięcej na lewym boczku...już zaglądam do Ciebie i na pewno się czasami odezwę...bo jakoś lepiej mi się zrobiło, że nie jestem sama z moją szyjką ;)

      Usuń
    2. nie jestes sama!:) jestem jeszcze ja i moja ;) odpisałam Ci więcej na meila prv

      Usuń
  4. Tak się zbierałam, szukałam i wreszcie dotarłam. U mnie w 24 tc zaczął bardzo twardnieć brzuch i bolało mnie podbrzusze, jak się okazało zaczęła mi się skracać szyjka. Kazano mi leżeć, nic nie robić i założono mi pessar. Byłam załamana, oczywiście naczytałam w internecie niestworzonych historii związanych z tym faktem co mi nie pomagało, w końcu opanowałam się i przestałam czytać. Odpoczywałam, mąż robił mi codziennie kanapki i herbatę w termos na cały dzień. W końcu po wielu tygodniach miałam dość leżenia i przestałam się do tego stosować. W 37 tc zdjęli mi pessar, a Małą urodziłam 4 dni po terminie :)

    OdpowiedzUsuń