piątek, 5 kwietnia 2013

37 tydzień ciąży - rozpoczęty...

Udało się ;)

Dzisiaj wkroczyliśmy w 37 tydzień ciąży, czekałam na ten dzień z niecierpliwością, odliczałam w kalendarzu dni... Wiem, że koniec 37 tc oznacza, że ciąża jest w pełni donoszona, ale dzidziuś urodzony teraz jest również gotowy na przyjście na świat. Mam jednak nadzieję, że jeszcze tak szybko nie urodzę. Na razie czekamy na niedzielę, kiedy będę miała zrobione pierwsze KTG ;) A w poniedziałek wizyta u doktora, który zdejmie mi mój ,,złoty krążek". Może będzie w stanie określić, kiedy mogę spodziewać się porodu, chociaż czytałam, że dużo dziewczyn pomimo skróconej szyjki i tak rodziły w terminie... Najważniejsze jest to, że koniec z nakazem leżenia, teraz tylko leżenie dla odpoczynku, koniec ze stresem, że nie dotrwam - dotrwałam i jestem SZCZĘŚLIWA ;) Chociaż jak pomyślę, jak szybko te dni minęły i jak szybko miną teraz te to aż się boję... 

A teraz krótkie podsumowanie NASZYCH WSPÓLNYCH 9 MIESIĘCY Z DZIDZIĄ W BRZUSZKU:

I trymestr:
Rozpoczął się od delikatnego plamienia, spowodowanego wgryzaniem się zarodka. Oprócz bolących i powiększających się piersi, żadnych ciążowych objawów... no może zdecydowanie większy apetyt ;)
Wiadomo lekki strach, żeby nic złego się nie wydarzyło. 

II trymestr
Wspaniały, wiadomość o tym, że będzie syn, najpiękniejszy moment ;) Oczy mojego S. pamiętam do dzisiaj ;). Mama czuje się rewelacyjnie, żadnych większych dolegliwości. Popadam w nałóg internetowy, szukam, przeglądam, czytam... zaczynam kupować, wariować, świrować... mam już to, ale jeszcze jedno nie zaszkodzi ;) Biegam po sklepach, oglądam, dotykam, wącham... planuje, planuje, planuje. Dzidzia rośnie, kopie i wszystko z nią w porządku.

III trymestr
Zmiany, zmiany, zmiany...brzuszek coraz większy, mi coraz ciężej. Skrócona szyjka, doprowadziła do nakazu leżenia... leżeliśmy w sumie 4 tygodnie, nie będę jednak narzekać, bo ze względu na okropną pogodę i trudności z wykonywaniem większości rzeczy, leżenie nie było niczym tragicznym. Nadrobiłam zaległości książkowe, przeczytałam wszystkie gazety, poradniki itp. ciążowe, dokończyłam kompletować wyprawkę a oprócz tego mój S, miał możliwość wykazania się w roli kochanego męża i przyszłego taty. Jestem z niego bardzo dumna i szczęśliwa, że Go mam, robił wszystko, przynosił, podawał, kupował, bez żadnego marudzenia opiekował się nami wspaniale ;) 
Zmiany ciążowe nastąpiły jednak znaczące:
- rozstępów na szczęście nie widzę,
- zgaga pojawia się głównie wieczorem, ale jest do wytrzymania,
- na sen nie mogę narzekać, bo śpię nawet dobrze... jednak przebudzam się dosyć często, żeby zmienić pozycję, a to jest nie lada wyczyn, w sumie najlepiej leży mi się na plecach, staram się jednak unikać tej pozycji, bo wiem, że nie jest ona korzystna dla dzidziusia, jednak leżnie na prawym lub lewym boku powoduje ból żeber ;)
- siusianie w nocy konieczne i częste... czasami budzi mnie ból brzucha, bo tak bardzo chce mi się siusiu,
- pojawiły się skurcze przepowiadające, powodujące twardnienie brzuszka, z każdym tygodniem zaczęło ich przybywać, występują również w nocy...
- odczuwam też w niektóre dni, takie ciągnięcie do dołu i lekki ból jak na okres...
- kopniaczki małego są cudowne, czuje je codziennie, w szczególności po lewej stronie dostaje kopniaka w żebra... ostatnio dostałam też parę razy tak bardzo wysoko pod piersiami, przeciąga się niesamowicie, brzuch przybiera przedziwne kształty ;) zauważyłam, że w nocy i nad ranem prawie wcale Go nie czuje, delikatne muśnięcia... wygląda na to, że w tych godzinach smacznie śpi, rano muszę Go wręcz pobudzać, żebym wiedziała, że wszystko jest ok. Mam nadzieję, że jak się urodzi to też mu tak zostanie ;)

Wspomnę jeszcze o ZACHCIANKACH ciążowych, które mnie nie ominęły przez całą ciążę... apetyt miałam na początku na wszystko, słone, kwaśne, słodkie bez znaczenia zjem wszystko... z czasem się unormowało do rzeczy słodkich... przed ciążą jadałam sporadycznie, w ciąży obowiązkowo czekolada, ciasta, ogromna ochota na lody, których nie zjadłam, bo bałam się rozchorować, często po lodach dostawałam anginy... raz ochota na pomarańcze, na drugi dzień już na truskawki, budyń, kisiel obowiązkowo... oj zachcianek miałam mnóstwo i wciąż je mam ;)

A teraz troszkę fotorelacji z 37 tc:







Postawiłam na róż, w końcu to słoneczny i radosny dzień dla Nas ;)


24 komentarze:

  1. Piękna mamusia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyglądasz cudownie!
    Cieszę się, że dotrwałaś do magicznego 37 tc. Teraz jest już bezpiecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje ;) cieszę się strasznie, że dotrwałam... teraz tylko spokojnie czekać ;)

      Usuń
  3. Gratulacje! Teraz już bliżej niż dalej. Z ciążą Ci do twarzy:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. No widzisz, mnie tez ta szyjka spędzała sen z powiek, a tu już po terminie i nadal nic..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zaglądam właśnie do Ciebie i czekam na Twoje maleństwo... też się właśnie zastanawiam jak będzie ze mną ;) może też będziemy czekać i czekać...

      Usuń
  5. super, gratulacje!! cudnie wygladasz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny brzuszek :) Aż mi się przypomina jak ja byłam w ciąży.. Przecież to było tak niedawno!! :) Zobaczysz, ze teraz to już wszystko poleci szybciutko!
    Nie mogę się doczekać aż urodzisz!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje ;) oj tak tak nie dawno byłaś z brzusiem a teraz już Maksiu ma miesiąc... czekam z niecierpliwością na mojego synka ;)

      Usuń
  7. Gratulacje - teraz już tylko czekać na dzieciątko :) Wyglądasz pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  8. no to już prawie jesteście na końcu drogi, a przed Wami całe całkiem nowe życie:)))

    zdjęcia piękne! te z metrem szczególnie!

    OdpowiedzUsuń
  9. śliczny brzusiunio :)
    Pieknie wygladasz :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja nie przepadałam w ciąży za słodyczami..a teraz dzień bez czekolady,m&msow czy ciastka to dzień stracony;). Mąż jest wciąż w głębokim szoku,że jadam wszelkiego rodzaju słodkości;). Mam tylko nadzieję,że ochota na nie ,minie mi gdy mały przyjdzie na świat;).
    p.s.jesteśmy w podobnym wieku ciąży..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też mam taką nadzieję... bo inaczej moje kilogramy nie znikną ;) oj to zaraz uciekam do Ciebie, i zapraszam częściej ;)

      Usuń
  11. mam nadzieję, że czas nie zacznie się dłużyć... bo już jestem taka niecierpliwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przepięknie wyglądasz, tzn. wyglądacie :) ♥
    Dziś pierwszy raz trafiłam na Twojego bloga i na pewno będę tu regularnie zaglądać :)
    Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do nas:

    http://alinadobrawa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Przed chwilą skojarzyłam Twoje zdjęcie z ikonki przy komentarzach :)
    Jak zostawiłaś komentarz u mnie to nie mogłam się połączyć z twoim blogiem, a teraz znalazłam Cię całkiem przypadkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  14. piękny brzunio! I Ty również wyglądasz extra :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czyżby twój Iwo wyprzedził mojego i pojawił się na świecie?:)

    OdpowiedzUsuń