Udało się ;)
Dzisiaj wkroczyliśmy w 37
tydzień ciąży, czekałam na ten dzień z niecierpliwością, odliczałam w
kalendarzu dni... Wiem, że koniec 37 tc oznacza, że ciąża jest w pełni donoszona,
ale dzidziuś urodzony teraz jest również gotowy na przyjście na świat. Mam jednak
nadzieję, że jeszcze tak szybko nie urodzę. Na razie czekamy na niedzielę,
kiedy będę miała zrobione pierwsze KTG ;) A w poniedziałek wizyta u doktora,
który zdejmie mi mój ,,złoty krążek". Może będzie w stanie określić, kiedy
mogę spodziewać się porodu, chociaż czytałam, że dużo dziewczyn pomimo
skróconej szyjki i tak rodziły w terminie... Najważniejsze jest to, że koniec z
nakazem leżenia, teraz tylko leżenie dla odpoczynku, koniec ze stresem, że nie
dotrwam - dotrwałam i jestem SZCZĘŚLIWA ;) Chociaż jak pomyślę, jak szybko te
dni minęły i jak szybko miną teraz te to aż się boję...
A teraz krótkie podsumowanie
NASZYCH WSPÓLNYCH 9 MIESIĘCY Z DZIDZIĄ W BRZUSZKU:
I trymestr:
Rozpoczął się od delikatnego
plamienia, spowodowanego wgryzaniem się zarodka. Oprócz bolących i
powiększających się piersi, żadnych ciążowych objawów... no może zdecydowanie
większy apetyt ;)
Wiadomo lekki strach, żeby nic
złego się nie wydarzyło.
II trymestr
Wspaniały, wiadomość o tym, że
będzie syn, najpiękniejszy moment ;) Oczy mojego S. pamiętam do dzisiaj ;).
Mama czuje się rewelacyjnie, żadnych większych dolegliwości. Popadam w nałóg
internetowy, szukam, przeglądam, czytam... zaczynam kupować, wariować,
świrować... mam już to, ale jeszcze jedno nie zaszkodzi ;) Biegam po sklepach,
oglądam, dotykam, wącham... planuje, planuje, planuje. Dzidzia rośnie, kopie i
wszystko z nią w porządku.
III trymestr
Zmiany, zmiany,
zmiany...brzuszek coraz większy, mi coraz ciężej. Skrócona szyjka, doprowadziła
do nakazu leżenia... leżeliśmy w sumie 4 tygodnie, nie będę jednak narzekać, bo
ze względu na okropną pogodę i trudności z wykonywaniem większości rzeczy,
leżenie nie było niczym tragicznym. Nadrobiłam zaległości książkowe,
przeczytałam wszystkie gazety, poradniki itp. ciążowe, dokończyłam kompletować
wyprawkę a oprócz tego mój S, miał możliwość wykazania się w roli kochanego
męża i przyszłego taty. Jestem z niego bardzo dumna i szczęśliwa, że Go mam, robił wszystko,
przynosił, podawał, kupował, bez żadnego marudzenia opiekował się nami
wspaniale ;)
Zmiany ciążowe nastąpiły jednak
znaczące:
- rozstępów na szczęście nie
widzę,
- zgaga pojawia się głównie
wieczorem, ale jest do wytrzymania,
- na sen nie mogę narzekać, bo
śpię nawet dobrze... jednak przebudzam się dosyć często, żeby zmienić pozycję,
a to jest nie lada wyczyn, w sumie najlepiej leży mi się na plecach, staram się
jednak unikać tej pozycji, bo wiem, że nie jest ona korzystna dla dzidziusia,
jednak leżnie na prawym lub lewym boku powoduje ból żeber ;)
- siusianie w nocy konieczne i
częste... czasami budzi mnie ból brzucha, bo tak bardzo chce mi się siusiu,
- pojawiły się skurcze
przepowiadające, powodujące twardnienie brzuszka, z każdym tygodniem zaczęło ich
przybywać, występują również w nocy...
- odczuwam też w niektóre dni, takie ciągnięcie do dołu i lekki ból jak na okres...
- kopniaczki małego są cudowne,
czuje je codziennie, w szczególności po lewej stronie dostaje kopniaka w
żebra... ostatnio dostałam też parę razy tak bardzo wysoko pod piersiami,
przeciąga się niesamowicie, brzuch przybiera przedziwne kształty ;) zauważyłam,
że w nocy i nad ranem prawie wcale Go nie czuje, delikatne muśnięcia... wygląda
na to, że w tych godzinach smacznie śpi, rano muszę Go wręcz pobudzać, żebym
wiedziała, że wszystko jest ok. Mam nadzieję, że jak się urodzi to też mu tak
zostanie ;)
Wspomnę jeszcze o ZACHCIANKACH ciążowych, które mnie nie ominęły
przez całą ciążę... apetyt miałam na początku na wszystko, słone, kwaśne,
słodkie bez znaczenia zjem wszystko... z czasem się unormowało do rzeczy
słodkich... przed ciążą jadałam sporadycznie, w ciąży obowiązkowo czekolada,
ciasta, ogromna ochota na lody, których nie zjadłam, bo bałam się rozchorować,
często po lodach dostawałam anginy... raz ochota na pomarańcze, na drugi dzień
już na truskawki, budyń, kisiel obowiązkowo... oj zachcianek miałam mnóstwo i
wciąż je mam ;)
A teraz troszkę fotorelacji z 37 tc:
Postawiłam na róż, w końcu to słoneczny i radosny dzień dla Nas ;)
Piękna mamusia :)
OdpowiedzUsuńoj dziękuje ;)
UsuńWyglądasz cudownie!
OdpowiedzUsuńCieszę się, że dotrwałaś do magicznego 37 tc. Teraz jest już bezpiecznie :)
dziękuje ;) cieszę się strasznie, że dotrwałam... teraz tylko spokojnie czekać ;)
UsuńGratulacje! Teraz już bliżej niż dalej. Z ciążą Ci do twarzy:) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDziękuje ;)
UsuńNo widzisz, mnie tez ta szyjka spędzała sen z powiek, a tu już po terminie i nadal nic..
OdpowiedzUsuńzaglądam właśnie do Ciebie i czekam na Twoje maleństwo... też się właśnie zastanawiam jak będzie ze mną ;) może też będziemy czekać i czekać...
Usuńsuper, gratulacje!! cudnie wygladasz :)
OdpowiedzUsuńCudowny brzuszek :) Aż mi się przypomina jak ja byłam w ciąży.. Przecież to było tak niedawno!! :) Zobaczysz, ze teraz to już wszystko poleci szybciutko!
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać aż urodzisz!! :)
dziękuje ;) oj tak tak nie dawno byłaś z brzusiem a teraz już Maksiu ma miesiąc... czekam z niecierpliwością na mojego synka ;)
UsuńGratulacje - teraz już tylko czekać na dzieciątko :) Wyglądasz pięknie!
OdpowiedzUsuńDziękuje ;) już się doczekać nie mogę ;)
Usuńno to już prawie jesteście na końcu drogi, a przed Wami całe całkiem nowe życie:)))
OdpowiedzUsuńzdjęcia piękne! te z metrem szczególnie!
czekam na te zmiany ;)
Usuńśliczny brzusiunio :)
OdpowiedzUsuńPieknie wygladasz :)
Dziękuje ;)
UsuńJa nie przepadałam w ciąży za słodyczami..a teraz dzień bez czekolady,m&msow czy ciastka to dzień stracony;). Mąż jest wciąż w głębokim szoku,że jadam wszelkiego rodzaju słodkości;). Mam tylko nadzieję,że ochota na nie ,minie mi gdy mały przyjdzie na świat;).
OdpowiedzUsuńp.s.jesteśmy w podobnym wieku ciąży..:)
ja też mam taką nadzieję... bo inaczej moje kilogramy nie znikną ;) oj to zaraz uciekam do Ciebie, i zapraszam częściej ;)
Usuńmam nadzieję, że czas nie zacznie się dłużyć... bo już jestem taka niecierpliwa ;)
OdpowiedzUsuńPrzepięknie wyglądasz, tzn. wyglądacie :) ♥
OdpowiedzUsuńDziś pierwszy raz trafiłam na Twojego bloga i na pewno będę tu regularnie zaglądać :)
Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do nas:
http://alinadobrawa.blogspot.com/
Przed chwilą skojarzyłam Twoje zdjęcie z ikonki przy komentarzach :)
OdpowiedzUsuńJak zostawiłaś komentarz u mnie to nie mogłam się połączyć z twoim blogiem, a teraz znalazłam Cię całkiem przypadkiem :)
piękny brzunio! I Ty również wyglądasz extra :)
OdpowiedzUsuńCzyżby twój Iwo wyprzedził mojego i pojawił się na świecie?:)
OdpowiedzUsuń