Udało mi się troszkę nadrobić zaległości blogowe, teraz już będziemy pisać
bardziej na bieżąco.
To prawda szpital miałam naprawdę na wysokim poziomie, jestem
bardzo zadowolona. Poród też wspominam bardzo dobrze, na pewno jest to jeden z
najpiękniejszych momentów mojego życia. Jedyne, z czym jakoś trudno wciąż mi
się oswoić to brak brzucha. Nie potrafię określić, co to za uczucie, bo wiem,
że jest to strasznie dziwne w końcu Iwo jest już ze mną i to jest najważniejsze,
ale nie zdążyłam jakoś przyzwyczaić się do myśli, że brzuszkowy etap pora
zakończyć. Był to dla mnie cudowny okres... wiem jednak, że ten który czeka Nas teraz będzie jeszcze bardziej niezwykły.
W niedzielę Iwo skończył równy tydzień i udało Nam się wrócić do
domku. Moja mama zadbała o czystość każdego kąta domu, wysprzątane,
wyprasowane, wychuchane, wydmuchane... Jednak wciąż łóżeczko nie było skręcone,
czekało na Nasz powrót do domku. Zabraliśmy się, więc do szykowania kącika dla
małego. Chciałam to zrobić przed rozwiązaniem, wszystko dokładnie poukładać,
poprzestawiać i czekać... jednak Iwo zaplanował inaczej. Udało Nam się jednak
wszystko ładnie ogarnąć, po paru godzinkach wszystko było gotowe i Iwuś mógł
położyć się w swoim łóżeczku. Zrobię niedługo kilka fotek i pokażę, co
udało Nam się stworzyć.
Jak na razie dni mijają nam spokojnie, Iwo większość czasu śpi,
budzi się jedynie na cycusia, którego daję mu na żądanie. Wcześniej z zegarkiem
w ręku starałam się Go karmić, teraz jednak, kiedy tylko widzę, że wkłada
rączki do buzi od razu ląduje przy cycu. Jak na razie nie mamy większych
problemów z cycem. Mleczko jest, wręcz tryska, brodawki w dobrym stanie, już
fajnie wykształcone przez małego. Karmienie piersią sprawia mi na prawdę
ogromną radość, jednak wiadomo mam pewne obawy - czy na pewno
zjadł odpowiednią ilość, czy mu wystarczyło? itp. Oczywiście po każdym takim karmieniu
zasypia. Na razie nie odciągam mleczka, bo nie mam takiej potrzeby. W szpitalu
używałam laktatora do pobudzenia brodawek i nie bardzo Go lubię, sprawia mi
więcej bólu niż ssący Iwo.
Z racji żółtaczki codziennie Iwuś opala się w
słoneczku. Biegamy po całym mieszkaniu w poszukiwaniu słonecznego miejsca. Widok
mojego synka w promieniach słonecznych jest bezcenny. Po dobrej dawce słońca mój syn zapada w błogi sen ;)
Ja, jako rodząca czuje się dobrze, chociaż szwy bardzo ograniczają
mają aktywność Wstanie z łóżka, siadania wszystko sprawia ból. Pomalutku jednak
z każdym dniem jest coraz lepiej. Wczoraj odwiedziła Nas położna, bardzo fajna
miła Pani, która poprosiła mnie abym pokazała jej moje szwy może uda jej się
niektóre wyjąć i nie będę musiała dłużej czekać na ich rozpuszczenie… zdziwiłam
się bardzo, że chce je oglądać, ale skoro miała mi pomóc to, czemu nie. Udało
jej się wyciągnąć dwa szwy i od razu poczułam znaczną ulgę. Wciąż jeszcze czuję
ból, ale już nic mnie tak nie ciągnie. W szpitalu miałam małą anemię,
przyjmowałam witaminki i nadal czuję się słabo. Chociaż muszę przyznać, że cały
tydzień w szpitalu mało, co spałam, nie miałam ochoty na spanie wolałam całą
noc czuwać i przyglądać się jak Iwo śpi. Teraz jednak w domu wychodzi ze mnie
całe to zmęczenie. Do pomocy przy małym mam mamę i S. także w każdej wolnej
chwili staram się, chociaż chwilkę przespać. Mażę już o wyjściu z domu,
potrzebuje słonka i powietrza. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam na spacerze,
o zakupach nie wspomnę a moja wiosenna garderoba świeci pustkami… brak butów,
kurtki i całej masy rzeczy. Myślę, że jeszcze z tydzień, dojdę do formy i uda
mi się wyrwać z domku na małe odreagowanie zakupowe ;) Brakuje mi też ciuszków dla Iwa. Kupiłam mało rzeczy w rozmiarze 56 myśląc, że szybko nie będą nam potrzebne, a one są na niego jeszcze za duże. Mimo iż czytałam wiele opinii mam żeby nie kupować bodziaków przez głowę to jakimś trafem ich mam najwięcej a są faktycznie nie wygodne. Dużo lepiej sprawdzają się te odpinane po całej długości. Ale jak wiadomo człowiek uczy się na własnych błędach.
Pięknie to opisujesz, wyczuwa się taki spokój :)
OdpowiedzUsuńPozazdrościć można tylko szpitala i pomocnych rąk :)
Ja szwy miałam wyciągnięte kilka dni po porodzie, jak jeszcze byłam w szpitalu i też były rozpuszczalne.
Jaki on jest śliczny!No po prostu słodziak,mojego Iwa też tak sobie wyobrażam...ciemne włoski itede;-)
OdpowiedzUsuńFajnie że nie masz problemów z karmieniem,bo dosyć dużo kobietek niestety albo ma za mało pokarmu,albo brodawki popękane...
Życzę ci żeby tak dalej wszystko pięknie szło:-*
Zapraszam do zabawy, mam nadzieję, że będziesz chciała się przyłączyć. Zapraszam do siebie: http://malpiatko.blogspot.com/2013/04/liebster-blog.html
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Śliczny mały. Najważniejsze, że wszystko jest w porządku, a dokupienie ciuszków, czy przyszykowanie kącika to drobnostki w porównaniu z tym co za Wami ;) Powodzenia :)
OdpowiedzUsuńdobrze, że już w domu i wracacie do codzienności:))
OdpowiedzUsuńTwój malutki rzeczywiście słodziutki i z chęcią bym go przytuliła i powąchała:)) hahha
no i gdzieś tam mam nadzieję, być tak samo zadowolona z porodu za jakiś czas, jak Ty jesteś:)
Jeśli zamierzasz karmić piersią lub już to robisz to zapraszam Cię do wzięcia udziału w wielkim konkursie „Mój brzuszek, mój maluszek”, gdzie można wygrać wielką wyprawkę dla karmiącej mamy i jej maleństwa. Szczegóły na http://lovi.pl/pl/karmienie-piersia/208
OdpowiedzUsuńIwo jest przesłodki. Cieszę się Waszym Szczęściem.
OdpowiedzUsuń